przetargałam się ostatnio przez kilka lotnisk.
kilka następnych czeka w kolejce.
przez ponad tydzień siedziałam zamknięta w salach konferencyjnych ekskluzywnego hotelu.
na zewnątrz wyszłam ze dwa razy - na zabójczą przebieżkę po antalyi i na nocny spacer. zakończony lodowatą kąpielą w basenie*. we włoskim towarzystwie.
no, ale do rzymu mogłabyś się przeprowadzić, prawda?
czy ja wiem. że do rzymu? pomyślę.
przez ostatni tydzień cierpiałam na gwałtowną zapaść zdrowotną. mój komputer wiernie cierpiał ze mną.
przeszliśmy następujące objawy: katar, całkowity crash systemu i permanent blue screen, drapiące gardło, nawalenie wiatraczka, wyplute płuca oraz popsuty zasilacz.
teraz, odpukać, w miarę staneliśmy na nogach.
zobaczymy na jak długo.
*mała czarna tego nie przeżyła, buty udało się uratować. nie róbcie tego w domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)










1 komentarze:
wielki szacun dla Ciebie dziewczyno :)
a poza tym to nastepnym razem daj znac, bo ja jestem stosunkowo blisko Antalyi :D:D
(make-up)
Prześlij komentarz