sobota, wrzesień 19, 2009

krym uważam za zaliczony.
poza awaryjnym lądowaniem na samym wejściu obyło się bez większych przygód.
była porzucona elektrownia atomowa i lokalesowa wytwórnia szampana, ekskluzywny hotel w sewastopolu i sanatorium z piekła* rodem we wsi rybacze.

teraz powoli wracam do siebie, wygrzebuję spod tysiąca maili i pieluch.
staram nie skupiać zbyt bardzo na tym z nz, który zadzwonił i znów mnie potłukł. ale już mniej niż poprzednio, każdym kolejnym razem dotyka mnie coraz mniej.
odezwał się też rumuński gach. podjął męską decyzję i porzucił wielką czwórkę. i jedzie motorem na sycylię.

potrzebna mi zmiana. coś bym nabroiła.


*ew. z sennego koszmaru. bez szampana nie dałoby rady.

0 komentarze: