krym uważam za zaliczony.
poza awaryjnym lądowaniem na samym wejściu obyło się bez większych przygód.
była porzucona elektrownia atomowa i lokalesowa wytwórnia szampana, ekskluzywny hotel w sewastopolu i sanatorium z piekła* rodem we wsi rybacze.
teraz powoli wracam do siebie, wygrzebuję spod tysiąca maili i pieluch.
staram nie skupiać zbyt bardzo na tym z nz, który zadzwonił i znów mnie potłukł. ale już mniej niż poprzednio, każdym kolejnym razem dotyka mnie coraz mniej.
odezwał się też rumuński gach. podjął męską decyzję i porzucił wielką czwórkę. i jedzie motorem na sycylię.
potrzebna mi zmiana. coś bym nabroiła.
*ew. z sennego koszmaru. bez szampana nie dałoby rady.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)










0 komentarze:
Prześlij komentarz